Mazurska baśń o miłości i zgodzie
Ciekawostki 2009-08-04
Nad brzegiem jeziora, dziś Mikołajskim zwanego, leżały trzy wsie. Mikołajki i Koniec po jednej stronie jeziora a Kozłowo po drugiej. We wsiach tych mieszkali potomkowie Prusów i Mazurzy. Jedni i drudzy mówili po polsku i żenili się między sobą, a Prusowie polskie nazwiska przyjmowali i powoli zapominali swój język. Ale o ile zgoda istniała miedzy mieszkańcami Mikołajek i Końca, to ludność Mikołajek i Kozłowa nienawidziła się serdecznie. Nie wiem skąd się wzięła ta nienawiść.
Zdarzyło się pewnego razu, że młody dorodny rybak z Mikołajek pokochał pracowitą i śliczną dziewczynę z Kozłowa. Kiedy się ich rodzice dowiedzieli o tej miłości mało nie wyklęli swoich dzieci. Zapowiedzieli im, by nawet nie marzyli o połączeniu się węzłem małżeńskim. A w owych czasach młodzi nie śmieli się sprzeciwić woli rodziców. Zresztą jak można było rozpocząć samodzielne życie bez ich błogosławieństwa. Siadywała Kasia na progu chaty w Kozłowie nad jeziorem, śpiewała rzewne piosenki przy naprawianiu sieci, a łzy lały się z jej niebieskich oczu. Pieśń po falach jeziora biegła na drugi brzeg, gdzie jej chłopiec Pieszko szarpał bujne płowe włosy z rozpaczy i tęsknoty za ukochaną. Kiedyś w cichy wieczór doleciał go śpiew Kasi:
Nie wytrzymał Pieszko z bólu serca, rzucił pracę przy łodzi i pobiegł w głąb puszczy, co trzy wioski otaczała. Wydawało mu się, że stuletnie drzewa, rosochate paprocie, leśne ptaki powtarzają słowa kasinej piosenki: nie będę twoja. Rzucił się na trawę i gorzko zapłakał. Usłyszał nad sobą czyjś głos: "Hej, młodzieńcze, jaki ból cię gnębi?". Spojrzał. Nad nim stał podpierając się kosturem siwobrody starzec. "Wstań chłopcze - rzekł - uspokój się." Poprowadził Pieszka do swej pustelniczej chatki w głębi puszczy. Tam Pieszko opowiedział starcowi o swej tragedii. Starzec cierpliwie wysłuchał opowieści. A potem rzekł: "Nie ty pierwszy cierpisz z powodu ludzkiej nienawiści. I ja kochałem dziewczynę z drugiego brzegu jeziora i nam też rodzice nie pozwolili na ślub. Poszedłem tedy w świat. Ale wszędzie gdzie zawędrowałem i ziemia i wody były mi obce. I wreszcie wróciłem do mazurskich jezior i puszcz, do mej pustelni. Moja ukochana też mi wierności dochowała. Też mieszka samotnie w puszczy, zbiera i suszy zioła. Leczy chorych naparami z ziół, zna zaklęcia przywracające zdrowie. Taki już nasz los". Nocą Pieszko pożegnał starego bartnika i poszedł na umówione spotkanie z Kasią, daleko hen w borze. Tam opowiedział jej o spotkaniu z samotnikiem.
Nie zauważyli, zajęci sobą, że opodal nich zbierała staruszka te zioła, co tylko przy pełni księżyca winny być zrywane. A kiedy zakochani odeszli do swych wiosek staruszka szepnęła do siebie: "Oj, dolo, dolo nieszczęsna. Czemu ci ludzie w kościele mówią: przebacz nam nasze winy jak i my przebaczamy naszym winowajcom - a w życiu potrafią tak nienawidzić i to za nic." Najutrz, kiedy Kasia była sama w chacie, bo ojciec popłynął na jezioro, a matka poszła do lasu po chrust, otwarły się drzwi i do chaty weszła obca staruszka z pękiem ziół. Kasia jak zwyczaj każe, ugościła staruszkę czym miała. A staruszka odezwała się w te słowa: "Znam ja wasz los, Kasiu i Pieszku, i ja kiedyś cierpiałam z tego samego powodu. Weź te zioła, Kasiu, uwarz z nich napój i podziel go na połowy. A kiedy słońce chylić się będzie ku zachodowi stańcie Kasiu i Pieszku na obu brzegach jeziora. A wypiwszy napar z ziół wyciągnijcie do siebie ręce. Może wreszcie ludzie zrozumieją, czego i mi i wam potrzeba." Kasia naparzyła zioła, jeden dzbanek zaniosła Pieszkowi, drugi schowała nad brzegiem jeziora.
A kiedy słońce zbliżyło się do wód jeziora wypili oboje napar z ziół i wyciągnęli ręce do siebie. O dziwo - ręce ich zaczęły się wydłużać, a dłonie splotły się nad środkiem jeziora, tworząc jakby most. Przerażeni młodzi zaczęli wołać o pomoc. Zbiegli się tłumnie mieszkańcy Mikołajek i Kozłowa. Wśród nich byli bartnik i zielarka. Starzec podniósł prawicę, a gdy tłum się uciszył tak do nich powiedział: "Ludzie z Mikołajek i Kozłowa, utrapieniem waszym jak i tych młodych jest niezgoda, swarliwość i pycha. Pamiętajcie co mówi przysłowie: zgoda buduje, niezgoda rujnuje."
"Niechaj obie wsie połączą się tak, jak połączyły się ręce zakochanych. Niech miłość, jedność i pokój zapanuje u nas na wieki." Mieszkańcy Mikołajek i Kozłowa spojrzeli na siebie i zrozumieli, że starzec ma rację, że trzeba skończyć spory. I mimo, że już zmierzchało pobiegli po piły i topory i zaczęli w puszczy szykować drewno na budowę mostu. Wtedy to ręce młodych rozplotły się i przybrały dawną postać.
Na wiosnę młodzi, ich rodzice, drużbowie spotkali się na środku mostu. Kasia i Pieszko przysięgali sobie miłość, ich rodzice przyjaźń. Na wzgórzu wiatracznym w Mikołajkach zadźwięczał dzwon. Ksiądz połączył na zawsze młodą parę. I żyli długo i szczęśliwie, a z nimi zielarka i bartnik, którym zawdzięczali swoje szczęście.
źródło:www.it.mragowo.pl
• Ględy na Warmi
• O pięknej Jegli, królowej szurpilskich jezior
• Początek pleminia Jaćwingów
• Wierzenia, przesądy , czary...
To należy zobaczyć
2010-07-23
III Mazurskie Międzynarodowe Zawody Balonowe
W dniach 5-8 sierpnia 2010 r. Benkowski Team Poland www.benk... »
inni współcześni
2009-08-26
Lidia Sawczuk
"Maluję od zawsze. Dzięki sztuce świat postrzegam pełniej i... »
Mazury
Mazurskie muzyczne korzenie
2009-08-25
Hoboud, zespół muzyczny promujący rodzimy folklor
Hoboud to zespół grający muzykę z Warmii w opracowaniu awang... »
Relacje
2009-09-06
Jak każdego roku - doskonała zabawa
Jedni zawiedzeni, po trosze z własnej woli, inni z kolei dob... »
Sport
2010-03-07
XX TURNIEJ HALOWEJ PIŁKI NOŻNEJ IM. EUGENIUSZA EKSTOWICZA
W dniach 6 - 7 marca 2010 r w Giżycku odbył się XX Turniej... »
Political fiction
Jeziora
2009-08-16
Jezioro Tałty
... »







